artykuły

John Bunyan by Thomas Sadler 1684John Bunyan urodził się w roku 1628, w wiosce Estlow, niedaleko miasta Bedford, w Anglii. Był on synem ubogiego kotlarza. Rodzice sami nauczyli go czytać i pisać, potem uczęszczał przez krótki czas do szkoły w sąsiednim mieście, poza tym nie otrzymał żadnego wykształcenia. Resztę szczupłych wiadomości musiał zdobywać sam, a życie wędrownego kotlarza (wyuczył się bowiem rzemiosła ojca) nie pozostawiało dużo czasu do nauki. Poza tym nie dbał o naukę w młodości, a serce jego było odporne na wszelkie dobre wpływy; nadto prowadził życie dość rozwiązłe. Klątwy, bluźnierstwa i kłamstwa nie były mu obce już w chłopięcym wieku. Niewielu potrafiło dorównać mu w bezbożności. W najgłębszej boleści nazwał się później najgorszym hultajem i wzorem grzesznika. Mimo wszystko, życie jego wewnętrzne już tliło, choć bardzo słabo. W chłopięcym wieku miewał często sny w których główną rolę odgrywały: piekło, szatan, sąd i potępienie. Dowodzi to bądź co bądź, że jego młodzieńczy umysł zajmował się żywo sprawami wieczności. Pewnego razu wpadł Bunyan do wody morskiej i ledwie nie utonął. Innym razem znowu wypadł z łodzi do rzeki i wyratował się z ogromnym wysiłkiem. W siedemnastym roku życia w czasie walk purytan ze stronnictwem królewskim, dał się zwerbować do wojska. Podczas oblężenia miasta Leicester rozkazano mu stać na straży. Wyręczył go jego przyjaciel, którego zabiła nieprzyjacielska kula. Banyan w ten sposób cudownie ocalał. Nie pozostało to bez wpływu na dalsze jego życie, lecz nie zdołało przebudzić go z grzechu, w którym był pogrążony jak we śnie. Pan jednak nie przestał pukać do drzwi jego serca. Zdarzyło się pewnego razu, że został poruszony żywym kazaniem, które go przekonało, że martwe kościelnictwo, a życie według przykazań Bożych, to dwie różne rzeczy. Usłyszał jakby głos z nieba: "Czy chcesz porzucić swoje grzechy i wejść do Nieba, albo żyć w nich nadal i pójść do piekła?" Jego żywa wyobraźnia malowała mu Chrystusa, który patrzył nań przenikliwym wzrokiem. To go tak przeraziło, że natychmiast opuścił wesołe towarzystwo, w którym się właśnie bawił. Ale i szatan nie zasypiał gruszek w popiele. Szeptał mu, że jest przecież wielkim i niepoprawnym grzesznikiem, dla którego i tak nie ma ratunku, że właściwie pozostaje mu jedynie wydobyć z grzechu tyle rozkoszy i słodyczy, ile się da. Zwykła to praktyka ducha kłamstwa. Potrafi on, stosownie do potrzeby, albo zmniejszyć grzech i powiększyć łaskę Bożą, albo gdy sumienie się budzi – powiększyć grzech i nieskończenie pomniejszyć łaskę. Rozkosz, w którą się rzucał, stawała mu się gorzka przez działanie Ducha Świętego, bo jakże by zresztą mogło błoto rzucane przez szatana, zaspokoić wieczną duszę? Jego prowadzenie się było wtedy tak bezbożne i gorszące, że nawet jedna z sąsiadek, kobieta nie najlepszych obyczajów, wypominała mu jego straszne klątwy i mówiła, że jest drabem, jednym z najgorszych, który gotów zarazić i zdemoralizować wszystką młodzież koło siebie. Wyrzut bezbożnicy podziałał nań więcej, niż upomnienia trzeźwych, pobożnych ludzi i napełnił go ukrywanym wstydem. Zapragnął wyzbycia się zupełnego przekleństw i kłamstwa. Powziął więc silne postanowienie odejścia od tych grzechów i zwalczania ich.  Continue Reading